Masz już ekipę albo lubisz prowadzić remont samodzielnie i potrzebujesz dobrego pomysłu na przestrzeń.
Esencja
Przyjeżdżam z miarką i sprawdzam mieszkanie centymetr po centymetrze: wysokości, piony, odchyłki ścian, położenie okien i instalacji. Rysunki od dewelopera prawie nigdy nie zgadzają się z tym, co stoi na budowie. Bez tego pomiaru każda zabudowa na wymiar jest zgadywaniem, a poprawka wychodzi już po jej wykonaniu.

Dwa różne rozwiązania tej samej przestrzeni: gdzie stoją ściany, jak biegnie ruch, co jest przy oknie. Każdy wariant dostajesz jako rzut z wymiarami, więc widzisz nie tylko ładniejszy pomysł, ale realne szerokości przejść i wielkości mebli. Wybór układu jest jedyną decyzją, której później nie da się cofnąć bez burzenia.

Przestrzeń zbudowana w modelu, z którego wycinam widoki na każdą ważną ścianę. Widzisz proporcje i bryłę zabudowy, jeszcze na etapie koncepcji, zanim cokolwiek zostanie zamówione. To nie fotorealistyczny render — to sprawdzenie, czy wysokości i podziały się zgadzają.

Dwa rysunki, które idą do ekipy pierwsze: stan istniejący i stan po zmianach, z zaznaczonym każdym wyburzeniem i każdą nową ścianką. Murarz widzi na jednej kartce, co znika i co powstaje, wraz z wymiarami otworów. To dokument, którym rozliczasz ten etap robót.
Po każdej prezentacji zbierasz uwagi i wracamy do projektu — dwa razy, bez dopłaty. Jedna tura to zwykle korekta układu, druga dopięcie szczegółów. Liczba jest podana z góry właśnie dlatego, że „poprawki do uzgodnienia” kończą się sporem o to, która była która.




